Coraz lepsza.
To znaczy, że nie było tak dobrze…
No nie było. Ale to są przestrzenie, które nie bardzo chcę poruszać w wywiadach. Ale rzeczywiście jest coraz lepiej. Jestem coraz bardziej zdyscyplinowany do tego, by o siebie dbać. Tego też wymaga mój zawód.
I co Pan robi?
Chodzę na basen, jeżdżę na rowerze. I staram się jakoś porządkować swoje myśli. Spisuję je.
W czym to pomaga?
W myśleniu długimi falami. Bo jest mnóstwo rzeczy, które nas rozpraszają. Takie spisywanie porządkuje chaos w głowie.
Pod koniec dnia siada Pan i spisuje swoje myśli?
Tak. Lub na początku.
Pokaże mi Pan jakąś jedną stronę?
Nie. (śmiech)
To niech mi Pan da jakiś przykład.
Można spisywać rzeczy, które mamy do zrobienia, ale też swobodne myśli niezwiązane z niczym. Właśnie one prowokują do przeprowadzenia procesu porządkowania w sobie potrzeb czy lęków.
[...]Bo my ciągle jesteśmy gdzieś indziej. Albo coś planujemy, co nam nie wychodzi, albo rozpamiętujemy przeszłość. I to też budzi frustrację. Dlatego to wspomniane porządkowanie myśli prowokuje nas, by być tu i teraz. Przeszłość już była, nic jej nie zmieni. Na przyszłość nie mamy wpływu. Realnie możemy coś zrobić tylko z tym, co jest obecnie.
Bez przesady. W jakimś stopniu mamy wpływ na przyszłość.
Jaki? Dam pani przykład: umówiła się pani ze mną na godzinę 10:00. I się pani spóźniła…
Tylko pięć minut. (śmiech)
Nieważne. Jaki miała pani na to wpływ?
Był korek.
Nie miała pani na niego wpływu.
Miałam wpływ na to, żeby wyjść wcześniej z domu.
I tak mogła się pani spóźnić z innego powodu. Podobnie z pracą.
Mam wpływ na swoją pracę.
Jaki?
Mogę ją zmienić.
…albo praca może zmienić panią. Moim zdaniem jedyne, na co ma pani wpływ w kontekście pracy to to, żeby ją rzetelnie wykonywać.
I Pan czuje taką sprawczość w swoim życiu albo totalny jej brak?
Bardzo często okazuje się, że nasze plany zupełnie nie wychodzą, albo nie wychodzą w tym momencie, w którym to sobie zaplanowaliśmy. Więc chodzi o to, by być w czasie teraźniejszym i tylko nim się zajmować, bo na to mamy wpływ. Na tę chwilę, która jest teraz.
Chodzi Pan na warsztaty z mindfulness?
Nie. Uważam, że wszelkie poradniki zabijają intuicję.
Intuicja jest ważna?
Najważniejsza. Wszystkie decyzje podejmuję intuicyjnie.
I nigdy się Pan nie „przejechał” na tym?
Nigdy. Ja mam dużo szczęścia w życiu.
Ale intuicja to jest cienka nitka…
My to nazywamy intuicją, ale to jest kwestia energii. Plus do tego dochodzi jeszcze wiara, że coś się uda. Albo wiara, że coś jest słuszne.
[...]
Awanturuje się pan czasem?
Rzadko, ale wtedy to już tak do spodu. Staram się pracować nad sobą. Mam temperament z miejsca, gdzie się wychowałem. Czyli z Bałut, z Łodzi. Mam więc skłonności do wybuchania, do dużych amplitud. Ale najpierw trzeba zdać sobie sprawę, z czego to wynika, a później próbować jakoś ze sobą pracować, żeby się rozwijać.
Co by Pan powiedział sobie młodszemu?
Dawno temu, jako bardzo młody człowiek, w dniu swoich urodzin zapisywałem w kalendarzu pytania: „Gdzie teraz jesteś?, „Czy jesteś szczęśliwy?”. I to mi bardzo porządkowało głowę. Piszę takie rzeczy od kiedy skończyłem 16 lat. Później, po latach, gdy sobie to odczytywałem, bardzo często w odpowiedzi padało to samo zdanie: „Jesteś na dobrej drodze”. Moje szczęście, jeśli stać mnie w ogóle na tę analizę, polega więc chyba na tym, że dość szybko dostałem w prezencie rodzaj pewności, że idę drogą, która sprawi, że będę szczęśliwy. Może to brzmi niewiarygodnie, albo jakoś pretensjonalnie, ale gdybym dziś miał coś powiedzieć sobie młodszemu, powiedziałbym to samo – „jesteś na dobrej drodze”.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz