Nie ma ksiądz wrażenia, że podobnie pluszowo, z jakąś sztuczną emfazą mówi się w Kościele o przeżywaniu choroby i cierpienia? Niby ma to uszlachetniać... Gdyby zapytać kogoś cierpiącego, to pewnie powiedziałby o „uszlachetnianiu” na szarym końcu.
Najbardziej cieszyły mnie słowa ks. Tischnera, który - już nie mogąc mówić - napisał „WCALE NIE USZLACHETNIA”. Cierpienie fizyczne, które ma uszlachetniać można włożyć między bajki. To od nas zależy jak zmieni nas trudne doświadczenie. Cierpienie (ale nie mówię o bólu fizycznym, bo dla mnie ma minimalną wartość etyczną i trzeba go po prostu uśmierzać) może wynieść na duchowe wyżyny, ale może też zrobić z nas podłych, zazdrosnych i sfrustrowanych ludzi. Znałem dwie, bardzo popularne osoby, przekonane o swojej wielkości, które ciężko zachorowały. Wszyscy myśleli, że choroba zmieni je na lepsze. Nic podobnego! Jeśli ktoś całe życie nie pracował nad sobą, nie współpracował z bożą łaską, to choćby przyszło najcięższe doświadczenie, nie zmieni się na lepsze. Możemy stać się zgorzkniali i jeszcze bardziej odczłowieczeni. Od naszego przygotowania będzie zależało to, jak przez takie doświadczenia przejdziemy - z godnością czy bez.
piątek, 24 lutego 2017
Labels:
Józef Tischner,
Ks. Jan Kaczkowski
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz