środa, 5 października 2016

Gorzkie lekarstwo na chandrę


Idę przez jesienny park 

Ludzie wokół biją mnie szczęściem w twarz jakby z liścia
Obym się ocknął, obudził i wrócił wreszcie do błogostanu
dziecięcej nieświadomości, niewiedzy i spontanicznej radości

Pośród tej krainy malowanej cierpieniem, pustką i zwątpieniem,
Gdzie los beznamiętnie kpi sobie z każdego nawet wysiłku
a bóg śmieje się w twarz z misternych planów.

 

Żyj chwilą, powiadają. A potem dodają, że nie masz za co żyć.
Nawet osłodzić herbaty nie można.
Bo niezdrowo i umrzeć można.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz