Z przyjemnością popatrzyła na młodego mężczyznę czekającego na zmianę świateł i swingującego pod nosem z wigorem godnym całej orkiestry Glenna Millera.
Jaki młody! Jaki piękny! I taki... promienny. Musiało mu się coś cudownego przytrafić... wprawdzie najwyraźniej stara się nie wybuchnąć radością w miejscu publicznym, ale ta radość tkwi w nim głęboko...
poniedziałek, 4 listopada 2013
Labels:
Books,
Joy,
Monika Szwaja,
Nie dla mięczaków,
Radość
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

..ideał :)
OdpowiedzUsuń