sobota, 23 listopada 2013

Powrót do przeszłości

Rozdział I
Zaczęło się tak.
Chciałem podróżować po świecie tak bardzo, że nie mogłem się powstrzymać. Bez uzgodnienia z rodzicami zacząłem się pakować; zabrałem z domu: latarkę, która pomaga w ciemnościach, dużo jedzenia oraz mapę, która jest bardzo potrzebna i oczywiście wędkę podobną do kijka pani, którym wymachuje na lekcji, jak ktoś coś przeskrobał. Zabrałem także plecak.

Zachciało mi się już jechać, ale nie miałem czym, więc pomyślałem, że sam zrobię pojazd, którym będę podróżować. Pojazd budowałem tylko sześć godzin. Z tyłu pojazdu wystawały rury a z przodu światła. Przypomnijcie mi, jeśli o czymś zapomniałem. Aha, już wiem, zapomniałem zrobić koła. To są najważniejsze rzeczy w pojeździe. No, chyba już wszystko, no tak. Już ruszam. Ooooo nieeeeeee! Nie mogę ruszyć bez silnika, jaki ja jestem głupi! Nie znajdę silnika nigdy, nigdy. Zrobię to jutro. Już pójdę spać, jest już późno. Mama nie może się dowiedzieć, schowam pojazd do stodoły, tam nigdy go nie znajdzie. Zjadłem kolację i poszedłem czytać moją ulubioną książkę o Batmanie i Robinie, a jak skończyłem czytać, zasnąłem.

W środku nocy posłyszałem jakieś dziwne huki. To była sowa. Wkurzyłem się na nią i zacząłem wymyślać sposoby uciszenia sowy. Wymyśliłem i postanowiłem wstać i schować ją do pudełka. Ale głupi pomysł, powiedziałem. A więc położyłem się spać, sowa nie dała mi spokoju. Całą noc hukała.
 To była nieudana noc.

Wstałem, mama krzątała się po kuchni. Byłem niedospany, śpiący i najbardziej zmęczony hałasowaniem sowy. Mama dalej robiła coś w kuchni, nawet nie zauważyła, że wstałem. Wyszedłem na dwór, było bardzo zimno, poszedłem do stodoły i zobaczyłem, że nie ma pojazdu. Bardzo się zaniepokoiłem. Niestety pojazd leżał w błocie koło świń. Poszedłem po szmatkę i wyciągnąłem pojazd ze śmierdzącego błota. Zacząłem go myć. Myłem go niedługo. Poszedłem do mamy i odłożyłem brudną szmatkę, oczywiście mama nic nie wiedziała. Moja mama była bardzo zła dlatego, że przy okazji używania szmatki wybrudziłem moją bluzę i buty, które przez trzy godziny stały na grzejniku, a ja się wykąpałem.

Po wykąpaniu było popołudniu, a ja nie miałem silnika. Poszedłem do sklepu, ale był zamknięty. Poszedłem do drugiego, trzeciego, a dopiero czwarty był otwarty i ostatni w mieście. Kupiłem piętnaście gwoździ dla taty, ale nie było silnika. Pobiegłem prędko do miłego pana, który miał dużo różnych rzeczy. Miał także silnik, który był mi bardzo potrzebny. Kupiłem go za wszystkie moje oszczędności i bardzo się ucieszyłem, że mam już silnik. Zamontowałem silnik, a także wrzuciłem wszystkie moje rzeczy i ruszyłem w podróż...
...do Ameryki.

Podróż okazała się uciążliwa, ale wytrwałem. Musiałem przejechać Sztokholm i dotrzeć do Grenlandii, a jak to zrobiłem dowiecie się zaraz.

Cdn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz