sobota, 13 maja 2017

DUALIZM NASZEJ NATURY PRZEKŁADA SIĘ NA WSZYSTKO.

Dzięki temu spostrzeżeniu zacząłem lepiej rozumieć siebie i w ogóle naturę ludzką. Z przeciwwagi rodzą się najfajniejsze rzeczy. Jak ktoś mi pie***li o dwóch połówkach jabłka, to się pukam w głowę.

Dlaczego?

- No bo to bzdura, bo sugeruje, że na starcie jesteśmy wybrakowani. Po pierwsze, nie jesteśmy połówkami, tylko całościami. Poza tym nie oszukujmy się - z lustrzanym odbiciem zamiast partnera wszyscy byśmy poumierali z nudów. Szukamy rzeczy, które nas inspirują, czegoś innego, co wzbogaci nasz świat. Po to potrzebujemy ludzi - czy w projekcie muzycznym, czy w przyjaźni, czy do kochania - żebyśmy sami się czegoś uczyli o sobie. I żebyśmy się rozwijali.

Dbam o swoją autonomię, 
lubię towarzystwo samego siebie, ale bardzo potrzebuję ludzi.

Nie chcę się więc uczyć od Johna alienacji. Jemu jest niezbędna, zatapia się w swoim świecie i tworzy. A ja dużo czerpię ze świata, od innych. Mam nadzieję, że i oni korzystają ze mnie.

A co ty bierzesz dla siebie?

- Wszystko. Czytam wywiad, kradnę czyjeś słowo i szybko robię z niego coś swojego. Często tak tworzę. Na nowej płycie jest utwór "Love and Death". W jego drugiej części pada fraza "Heartbreak hotel". To tytuł przeboju Elvisa Presleya, który leciał w radiu, gdy jechałem samochodem. Kradnę sformułowanie i buduję z tego swoją historię! Lecę do domu i zaczynam pisać. Przyznaję się. Niczego nie wymyślam. Katalizatorem jest ktoś lub coś, słowo, gest, dźwięk, obraz. Ja tworzę nową jakość, redefiniuję. To swoisty recycling.

Co dajesz w zamian?

- Wyrzucam z siebie muzykę. I często czuję dysproporcje między tym, co daję i biorę. Dużo daję, z serca, od siebie. I często mam frustrację, że to nie jest doceniane. Nawet nie jest zauważane. Nie umiemy powiedzieć: "Men, robisz zaje***tą robotę, widzę, jak się angażujesz, jestem ci wdzięczny".

Oczywiście wiem, jaka jest moja wartość, ale to mnie buduje. Nie żyję na bezludnej wyspie. Potrzebuję interakcji, więc wymagam naturalnej wymiany wdzięczności. Bo to dowód, że szanujemy siebie wzajemnie i to, co robimy. Bardzo ciężko pracuję i wymagam, żeby ludzie, z którymi pracuję, zauważali to. A najczęściej dostrzegają to, co zrobiłem źle.

Wkurza cię to?

- To się często zdarza w relacjach damsko-męskich. Dostaję za coś reprymendę albo nawet zje*kę. Patrzę i mówię: "Dobrze, kochanie, rozumiem, ale dlaczego ty z dziesięciu rzeczy, które zrobiłem i dziewięć było zaje***tych, zauważyłaś tylko tę jedną, która tobie nie pasuje? Przyznaję, być może taka była, ale zwróć uwagę na dysproporcję". I to mnie wk***ia. Doprowadza mnie to do pasji.

Podobnie jak w relacjach zawodowych. Mam nadzieję, że jako szef zauważam starania moich ludzi i artykułuję głośno swoje zadowolenie, dowartościowuję ich. Nie zapominam też o "dziękuję". To megaważne.

Naprawdę aż tak tego potrzebujesz?

- Nie jestem jakimś kompletnym narcyzem. Chcę też słyszeć słowa krytyki, bo popełniam błędy. Czasem wiem, gdzie one są, a czasem nie wiem. Więc potrzebuję ludzi. Jestem autonomicznym bytem, ale koegzystuję w społeczeństwie. Mam przyjaciół, bliskich, rodzinę.

Miłość też jest dla mnie wielobarwna.

I ma wiele rodzajów.

- Można kochać wielu ludzi, ale zaczynamy od miłości do samego siebie. Ona jest bezwarunkowa. To, czego się w niej uczę, to żeby być jeszcze lepszym dla samego siebie. Często się biczujemy, kwestionujemy swoje decyzje, mówimy, że okazaliśmy się słabi. Dlatego potrzebujemy drugiej osoby, która powie, że nasze decyzje były prawdziwe, szczere.

A co, jeśli ta druga osoba powie ci, że jednak okazałeś się słaby?

- Przyjmuję to. Jeżeli kochasz siebie, to kochaj też to, że czasem bywasz słabszy, nie OK dla świata i innych. Wiesz, do Dalajlamy mi daleko. Ale też nie aspiruję. Przecież gniew również jest emocją, często potrzebną i uzdrawiającą. Bywa, że kastrujemy się z emocji, nie mówimy czegoś, by kogoś nie obrazić. Bo nie wypada, bo chcemy być przez wszystkich lubiani.

A ja uważam, że zawsze należy być sobą. To podstawowa rzecz, nad którą trzeba pracować. Nie formować się tak, jak tego oczekuje otoczenie. Jak nie żyjesz w zgodzie ze sobą, to kończy się to często chorobami. Zawsze powtarzam: "Jak będziesz tłumił emocje, to zachorujesz na białaczkę". Wiem, co mówię.

Przyznam ci, że z moją muzyką i tekstami często jest tak, że do końca nie wiem, o czym one są. Ale coś na mnie spłynęło, jakieś słowa. Nie zastanawiam się za bardzo nad nimi, a one płyną. Mija parę lat i ktoś mówi: "Ta piosenka była o tym czy o tamtym". Eureka, rzeczywiście! Wiele razy mi się to zdarza. I to jest zaje***te, bo świadczy o tym, że nasza sztuka jest bardzo intuicyjna.

A intuicja jest dla mnie najprawdziwszą prawdą, taką wiedzą z trzewi, niezmąconą przez nasz mózg. Mózg bardzo często psuje to, co najlepsze, co wychodzi prosto z nas. Dlaczego dzieci zawsze mówią prawdę? Bo nie mają tego bagażu, jaki mają dorośli. Patrzymy na dzieci i mówimy: "Jakie to urocze, piękne, czyste". Chronię więc tę pierwotną myśl, tę pierwotną wibrację.

Nie boisz się radykalnych decyzji?

Za wszystkim, co robimy, stoją jakieś konsekwencje, czasem nieprzyjemne. Ale ja nauczyłem się, że w życiu najważniejsza jest decyzja. Jak ją podejmiesz, idź za nią. Najgorsze jest trwanie w rozkroku. Dlatego czasem działam, zanim pomyślę. A potem okazuje się, że jest ciężko. Mówię sobie wtedy: "Ku*wa, jest wyzwanie".

Co ci przeszkadza?

- Brak punktualności. Bo to znaczy, że ktoś mnie nie szanuje. Bardzo tego pilnuję, także w prywatnych relacjach. Umawiam się na 19.00, idziemy do teatru na 19.30, ona się spóźnia, to jadę sam. Jak słyszę tłumaczenie, że był korek, to mówię: "Przecież wiesz, że w Warszawie są korki, wyjeżdżaj wcześniej. Gdy będziesz u mnie przed czasem, to cię przyjmę z otwartymi ramionami, zrobię ci drinka i poprzytulam, luz". Jedziemy więc do teatru osobnymi samochodami, a jak ona nie dociera na czas, po prostu wchodzę na spektakl. Sam staram się nie zawalać.

Nigdy?

- Jak potrzebuję 20 minut więcej, żeby dojechać na próbę, piszę do chłopaków. "Sorry panowie, nie wyrobię się". Wiesz, jest informacja.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz