piątek, 7 kwietnia 2017

Wystarczy wziąć do ręki 'Egzorcystę', czyli 'branżowe' pismo egzorcystów i demonologów, aby przekonać się, jak daleko wyszliśmy poza ewangeliczne narracje na temat opętań zarówno co do ich genezy, jak i rozumienia samego egzorcyzmu. Teraz opętani to najczęściej sami ochrzczeni, demony widzi się wszędzie, egzorcyzm stał się 'narzędziem klinicznym' zastępującym rozpoznanie diagnostyczne. Sami egzorcyści stali się celebrytami z okładek kolorowej prasy, demonolodzy zaś - nowym Magisterium w Kościele.

To nie jest normalna sytuacja. Urząd egzorcysty, który do połowy III w. nie był kościelnie sformalizowany (wystarczyła silna wiara, post i modlitwa osoby obdarzonej charyzmatem), a potem był tylko III stopniem niższych święceń kapłańskich, urósł do rangi 'specjalnego powołania'. Egzorcyści lubią myśleć o sobie jako elitarnej grupie w Kościele, lubią się licytować swoimi osiągnięciami w 'walce z Szatanem', stali się autorytetami od wszelkich duchowych zagrożeń - ogłosili się 'elitą' polskiego Kościoła, swoistym odpowiednikiem jednostki 'Grom', czyli komandosami Pana Boga.

Egzorcyści powoływani są jednak jak grzyby po deszczu, a z nimi przybywa 'opętanych'. To problem nie tylko dla duszpasterzy, ale i dla psychiatrów, mających potem do czynienia z ofiarami nie diabła, tylko księży. Największym zagrożeniem duchowym są bowiem ich nadużycia, a nie demony!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz