piątek, 24 lutego 2017

Często udziela ksiądz wywiadów, w których opowiada o swojej śmiertelnej chorobie. Nawet sam siebie nazywa ksiądz onkocelebrytą. Czy to znaczy, że jest ksiądz szczęśliwy ze swoją chorobą (albo pomimo niej)?

Ks. Jan Kaczkowski: Unikałbym takich uogólnień. Przecież chyba nikt z nas nie jest tak w pełni, po same brzegi szczęśliwy, czy to z chorobą, czy bez niej. Gdyby zapytać jakiegoś człowieka o procent odczuwanego przez niego szczęścia, to pewnie jego odpowiedź zależałaby od dnia, pogody, humoru i wielu innych czynników, ale raczej nie byłoby to 100 proc., bo zawsze nam czegoś brakuje do pełni szczęścia. Mówię, że jestem szczęśliwy po to, żeby pokazać, że choroba nie musi wszystkiego skończyć, a nawet więcej - wiele rzeczy może zacząć.

Serio?

Oczywiście. I nie mówię tego po to, żeby kokietować, bo to byłoby obłudne. To nieprawda, że jestem szczęśliwy, bo jestem chory. Jestem szczęśliwy, a nawet inaczej - próbuję być szczęśliwy - pomimo raka.



Choroba nie ma prawa odebrać nam szczęścia, bo jeśli tak się stanie, to odniesie ona podwójny sukces. Po pierwsze - zaistnieje, a po drugie - zabierze nam godność. Nie można do tego dopuścić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz