wtorek, 22 listopada 2016

Jeżeli chodzi o kwestię zaświatów, to jesteśmy pewni, że Pan Bóg po tamtej stronie nie odbierze nam wolnej woli, będziemy samoświadomi. I to jest wspaniałe.

Czasem umierający boją się, że gdzieś się rozpłyną. Nie. Będziemy samoświadomi. W jakiś trudny do zdefiniowania dziś sposób będziemy mogli wchodzić ze sobą w interakcje. Może przesyłać sobie myśli? Nie wiem. Pewnie będziemy zaskoczeni.

Macrouniverse in our mind














Teraz o czymś najpiękniejszym... Chciałbym państwa zachwycić wizją zbawienia i przerazić wizją potępienia. Otóż, widzę to tak: stajemy z całą prawdą o sobie wobec Boga, którego rozumiem jako światło osobowe (żeby nie pójść w buddyzm).

Osobowe światło piękna, dobra, prawdy i miłości, nie żaden zielony stolik i waga. Prześwietleni przez Bożą prawdę, dobro i miłość widzimy, czy zarówno przez fundamentalne, jak i te drobne, codzienne wybory pasujemy do Boga.

Jeśli tak, to nasze poczucie szczęścia będzie przyrastało w postępie geometrycznym. 2, 4, 8, 16, 32, 64, 128 i aż do nieskończoności. Zaskoczy nas ta dynamika.

Dążenie do tego stanu rzeczy możemy nazwać czyśćcem. Dla mnie oznacza on cierpienie z tęsknoty, że nie mam w sobie jeszcze tyle światła, by zjednoczyć się z osobową Światłością. Ale pamiętajmy, że w ramach naszej wolności istnieje też opcja inna: zachowując pełną godność, stajemy po tamtej stronie i orientujemy się, że przez fundamentalne i drobne wybory, jakich dokonaliśmy, do Boga nie pasujemy.

Czujemy dysproporcję między własną ciemnością a tym Bożym światłem. Jesteśmy ciemnością, chcemy się schować. I to nie tyle Bóg nas potępia, ile my uciekamy od światła — w nicość, nienawiść i samotność. Gdyby tych dwóch opcji nie było, to nasza wolność nie miałaby sensu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz