niedziela, 6 lipca 2014
To było w szpitalu w Łodzi, trzymałem go na ręku, za palce. A on siniał z minuty na minutę, na moich oczach. Nic nie mogłem zrobić. Odszedł. To był moment, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że jestem, kur..., w jakimś totalnym Matriksie.
Labels:
Bartłomiej Topa
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz