sobota, 2 kwietnia 2011

Pośród niesnasków Pan Bóg uderza
 W ogromny dzwon.
 Dla Słowiańskiego oto Papieża
 Otwarty tron.
 Ten przed mieczami tak nie uciecze
 Jako ten Włoch,
 On śmiało, jak Bóg, pójdzie na miecze,
 Świat mu — to proch!

 Twarz jego, słońcem rozpromieniona,
 Lampą dla sług,
 Za nim rosnące pójdą plemiona
 W światło — gdzie Bóg.
 Na jego pacierz i rozkazanie
 Nie tylko lud —
 Jeśli rozkaże, to słońce stanie,
 Bo moc — to cud.

 On się już zbliża — rozdawca nowy
 Globowych sił;
 Cofnie się w żyłach pod jego słowy
 Krew naszych żył;
 W sercach się zacznie światłości Bożej
 Strumienny ruch,
 Co myśl pomyśli przezeń, to stworzy,
 Bo moc — to duch.

 A trzebaż mocy, byśmy ten Pański
 Dźwignęli świat:
 Więc oto idzie Papież Słowiański
 Ludowy brat; —
 Oto już leje balsamy świata
 Do naszych łon,
 Hufiec aniołów kwiatem umiata
 Dla niego tron.
 On rozda miłość, jak dziś mocarze
 Rozdają broń,
 Sakramentalną moc on pokaże,
 Świat wziąwszy w dłoń.

 Gołąb mu słowa usty wyleci,
 Poniesie wieść,
 Nowinę słodką, że Duch już świeci
 I ma swą cześć.
 Niebo się nad nim piękne otworzy
 Z obojgu stron,
 Bo on na tronie stanął i tworzy
 I świat — i tron.

 On przez narody uczyni bratnie
 Wydawszy głos,
 Że duchy pójdą w cele ostatnie
 Przez ofiar stos.
 Moc mu pomoże sakramentalna
 Narodów stu,
 Że praca duchów będzie widzialna
 Przed trumną tu.

 Wszelką z ran świata wyrzuci zgniłość,
 Robactwo, gad,
 Zdrowie przyniesie, rozpali miłość
 I zbawi świat;
 Wnętrza kościołów on powymiata,
 Oczyści sień,
 Boga pokaże w twórczości świata,
 Jasno jak dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz