Wycieczka w nieodległe od Odessy stepy,
Dzikie niedawno jeszcze deptane przez stada tatarskich rączych koni.
Pozwala mu westchnąć powietrzem czystym.
Ciszą po jarmarcznym zgiełku życia w portowym mieście.
Jechali wciąż dalej, koczym za czwórką koni,
Aż do Akermanu.
Szczyty czerniały w wieczór nieprzebytą ścianą.
Nie opisywał tego, stwarzał je, na nowo.
Ich obraz potężniejszy, świetniejszy niż były.
Wszystko stwarzał na nowo, zaklinając w słowo.
Żegluga, burza morska i cisza na morzu.
Cisza jest coraz cichsza,
Zda się niemożliwa do usłyszenia uchem,
Aż po ciszy serca.
I w tej ciszy tak ucho natężam ciekawie,
Że słyszałbym głos z Litwy:
Jedźmy - nikt nie woła.
niedziela, 31 października 2010
Labels:
Adam Mickiewicz
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz